Ile naprawdę trzeba wydać na pierwszy gramofon
Pierwszy gramofon to zakup, który potrafi zniechęcić szybciej niż niejeden sprzęt audio. Winyl wymaga cierpliwości, ale też podstawowego minimum jakościowego, poniżej którego cała zabawa zamienia się w walkę z trzaskami, przydźwiękiem i pływającą prędkością obrotową. Jeśli wydasz za mało na egzemplarz z allegro za sto złotych, po tygodniu prawdopodobnie odstawisz go na półkę i wrócisz do streamingu. Pytanie brzmi więc nie „czy tanio”, ale „jak tanio, żeby jeszcze dało się tego słuchać”.
Realny próg wejścia w winyle zaczyna się dziś w okolicach 400–600 złotych za sam gramofon. W tej cenie dostajesz napęd paskowy, w miarę stabilny silnik, ramię z wymiennym wkładem i wbudowany przedwzmacniacz albo przynajmniej możliwość podłączenia do wzmacniacza z wejściem phono. Taniej oznacza zwykle plastikowy mechanizm, igłę ceramiczną i brak regulacji nacisku, co po kilkunastu płytach kończy się zdartymi rowkami. Jeśli zastanawiasz się, jaki gramofon na początek do 500 zł faktycznie ma sens, lepiej oprzeć się na sprawdzonych propozycjach niż na przypadkowej okazji z ogłoszenia.
Do samego gramofonu trzeba doliczyć kilka rzeczy, o których początkujący często zapominają. Przedwzmacniacz gramofonowy to koszt od 100 do 300 złotych, jeśli wybrany model go nie ma. Wkładka z igłą to kolejne 100–200 złotych przy wymianie, a przyzwoity zestaw głośników aktywnych zamknie się w 600–1000 złotych. Do tego szczotka antystatyczna, waga do ustawienia nacisku i kilka płyt na start. Sumarycznie pierwszy sensowny zestaw to wydatek rzędu 1200–1800 złotych i to jest kwota, która pozwala cieszyć się dźwiękiem, a nie tylko odtwarzać szum.
Nie warto też kupować najtańszego sprzętu „na próbę”, bo winyl nie wybacza kompromisów technicznych. Lepiej odłożyć zakup o miesiąc i kupić raz, ale dobrze. Rynek wtórny bywa kuszący, jednak bez podstawowej wiedzy o stanie igły i silnika łatwo trafić na egzemplarz po przejściach. Rozsądny budżet na start to więc nie sto, a kilkaset złotych na sam gramofon plus drugie tyle na resztę toru. Wtedy pierwsza płyta zagra tak, jak powinna, a nie jak dowód na to, że winyl to drogi kaprys.